Jak to pierwszy raz zakosztowałem autostopu

Na blogu znajdziecie bez problemu moje autostopowe podróże, ale jak do tej pory nie opowiedziałem o tym jak to wszystko się zaczęło. Choć nie jest to powalająca na kolana historia, którą powinienem się wychwalać, jednak mam do niej duży sentyment i z chęcią wracam wspomnieniami do tego czasu. Kto wtedy pomyślał, że będzie to początek wspaniałej przygody.

Od decyzji do autostopu

Był rok 2013, koniec kwietnia i zbliżała się majówka. Ja wciąż marzyłem o dalekich podróżach, jednak ciągle miałem wymówkę: to nie było kasy, to nie było z kim, czym itd. Pomyślałem: „Jak nie teraz to już chyba nigdy”. Postanowiłem porozmawiać z  Krzychem.

– Słuchaj Krzychu. Co ty na to by pojechać, gdzieś autostopem na majówkę?

– W sumie mam plany, ale zastanowię się. Mogło by być fajnie. Daj mi chwilę.

Po jakimś czasie dostaję info.

– Ok. Możemy jechać. Co będzie potrzebne?…

I tak mimo, iż nie wyruszyliśmy jeszcze z domów to machina zwana przygodą już nabrała rozpędu. Tylko, gdzie jechać?

Najgorszy jest pierwszy krok

Pobudka już po godzinie 5 nie była problemem, bo stwierdziłem, że i tak już nie zasnę. Szybkie śniadanie i … ku marzeniom.

I to pojawił się pierwszy problem… Ani na pierwszej zatoczce, ani na drugiej nic nie mogliśmy kompletnie złapać. Nic! Kompletnie nic. Mijały minuty, później godziny, a nam miny zrzedły, bo zbliżała się trzecia godzina czekania. Wtedy powstał plan B(teraz bym pewnie nie zgodził się na to 😉 ): Jak nie złapiemy nic w ciągu pół godziny to idziemy na stację i jedziemy nad polskie morze pociągiem. Bóg chciał byśmy tak łatwo się nie poddali i po chwili zatrzymał nam się pierwszy samochód. Małe niedowierzanie, ale co tam, trzeba podejść!

– Jedzie pan może na Słowację?

– Nie, ale mogę Was podrzucić do Domaradza to jest po drodze.

– Ok. 🙂

Banan na ustach i jedziemy. Swoje trzeba było odstać, ale w końcu jedziemy. Droga minęła zaskakująco szybko, bo kierowca okazał się wspaniałym kompanem do rozmowy. W zasadzie jak powiedział, nie może zabierać ludzi do służbowego samochodu, ale no cóż… W Domaradzu rozstaliśmy się w miejscu, gdzie już stała para autostopowiczów. Myślę świetnie! Okazało się, że zmierzali do Budapesztu. To było moje pierwsze tego typu spotkanie, ale nie ostanie i zawsze z chęcią podchodzę do takich osób prowadzony ciekawością.

Szybkie drugie śniadanie i w drogę. Trzeba było parę kilometrów pokonać pieszo, by znaleźć swoją miejscówkę do łapania. Tam swoje odstaliśmy by po chwili zatrzymał się drugi samochód. Dla nas czy nie dla nas? Zobaczyłem, że kierowca czeka, ale czy rzeczywiście to na nas? Decyzja: Biegnę! Dopadam do samochodu i mężczyzna pyta:

– Tam pisało Słowacja?

– Tak!

– Jak chcecie to jadę do Preszowa to mogę was zabrać. – chciałbym wtedy zobaczyć swoją minę, bo pewnie malował się na niej ogromny obraz szczęścia.

Jan, bo tak miał na imię nasz kierowca załatwiał interesy w Polsce i właśnie wracał do domu zabierając nas w podróż na Słowację.

Witamy na Słowacji

Preszow – w zasadzie nic o nim nie wiedziałem, ale… zauroczył mnie. Centrum piękne, ludzie uśmiechnięci i słoneczna pogoda. Jak nie wiele trzeba człowiekowi do szczęścia.

Preszow

Dzień jeszcze się nie skończył, a że powiedzieliśmy A to pora była powiedzieć B. B, czyli Poprad był dla nas zagadką, ale to było najlepsze. Całe szczęście udało nam się złapać coś dosyć szybko:

– Dzień dobry. Jedzie Pan może do Popradu?

– Polacy? A co wy tu robicie?

Takiego przywitania się nie spodziewałem, ale kierowca jechał właśnie do naszego punktu docelowego. Okazał się mega miłą osobą, która po drodze pokazała nam Lewocza – zabytkowe miasto, gdzie szczególnie mury obronne robią ogromne wrażenie. A w centrum znajduje się piękny kościół.

Przerażająca noc w namiocie

Poprad nie powalił na kolana, ale dla mnie nie obytego w podróżach był czymś nowym, innym i cieszyłem się z każdej otrzymanej chwili. Chłonąłem to co widziałem jak gąbka wodę. Wtedy też zdaliśmy sobie sprawę z tego, że trzeba znaleźć miejsce na nocleg. Poszukiwań nie było końca, bo tu krzywo, tu na widoku itd. Wreszcie rozbiliśmy się za miastem, gdzie było jeszcze sporo osób, którzy patrzyli na nas jak na kosmitów i myśląc pewnie sobie: „Chyba nie planujecie tutaj spać”. A właśnie, że planujemy.

Mogę teraz świadomie powiedzieć, że była to jedna z najstraszniejszych nocy dla mnie. Każdy szelest, każde skrzypienie nie pozwalało mi zasnąć. W dodatku w nocy zajechała policja na sygnale. My zamarliśmy w bezruchu przeliczając już w głowie czy nam starczy na opłacenie mandatu. Ta chwila trwała wieczność. Na szczęście odjechali nie robiąc nam przykrego prezentu. Ja osobiście nadal jednak nie potrafiłem zasnąć i czekałem z utęsknieniem na poranek. Wreszcie nadszedł. Cali pogięci, pomięci i nie wiem co jeszcze wyszliśmy z namiotu. Cała złość ulotniła się bardzo szybko, gdy uświadomiłem sobie , gdzie jestem. Z jednej strony mieliśmy Tatry Niskie, a z drugiej Tatry Wysokie z górującym Gerlahem. Dla takich chwil warto żyć.

Namiot w Popradzie
Nocleg w Popradzie, a w tle Tatry

Ruszyliśmy na wylotówkę, tam po chwili złapaliśmy stopa i … utknęliśmy. Krzych stwierdził, że może warto się zainteresować  jeżdżącym tam autobusem. Z niechęcią przystałem na ten pomysł i ruszyliśmy w nieznane. Okazało się, że nie dotrzemy tak do granicy, resztę trzeba było pokonać na piechotę. W sumie czemu nie. Może być fajnie. I tak na spokojnie, pokonując kolejne kilometry dotarliśmy do Polski.

Autostop

Tam kolejna niespodzianka, bo mając niedokładną mapę w zasadzie nie wiedzieliśmy dokąd zmierzamy. By po chwili ukazał nam się genialny i przede wszystkim niespodziewany widok.

Widok na Zalew Czorsztyński

Niedzica z Zalewem Czorsztyńskim była dla nas fajnym podsumowaniem podróży, która jeszcze się nie zakończyła.

Resztę trasy pokonaliśmy kombinacją taksówki(od razu mówię dostaliśmy ekstra rabat hehe), busa i pociągu. Tak oto dotarliśmy do domów zmęczeni, spieczeni przez słońce, ale szczęśliwi z tego, że się udało.

Podsumowanie wydatków

Koszt: 70zł

Dziennie(2): 35zł

Transport:

– Autobus na Słowacji: 1,50zł

– Taksówka Niedzica-Nowy Targ: 10zl

– Bus Nowy Targ-Kraków: 15zł

– Pociąg Kraków – Przeworsk: 18zł

Jedzenie: 21,50zł

Inne: 4zł

Zamek w Niedzicy
Zamek w Niedzicy

Podróż zaczyna się od pierwszego kroku, który postawisz za drzwiami swojego domu. Kto wie czy, gdyby nie ten wyjazd to bym później mógł zobaczyć wiele innych krajów. Kto wie? Był to początek pięknej przygody, która trwa do dziś.