Kiszyniów – najnudniejsze miasto Europy na Sylwestra

Kiedyś sobie wymyśliłem, że co roku nowy Rok będę świętował w innym kraju. Wpierw wybór padł na Berlin, później Lwów, a 2017 roku zdecydowałem się na Kiszyniów. Miasto nie popularne, mało znane rzeszom turystów czyli w sam raz na przetarcie szlaku.

Pierwszy raz tego typu wyjazd miał się odbyć w większej grupie, jednak im bliżej dnia „zero” jej liczebność się zmniejszała. Koniec końców pojechały cztery osoby: Ja, Pit, Karola i Edyta.

„Magia świąt” po raz drugi

Z racji, że na Mołdawię mieliśmy jechać dwoma pociągami z przesiadką w Czerniowcach,należało udać się do Lwowa. Tam też mogliśmy udać się na Jarmarki Bożonarodzeniowe, ponieważ na Ukrainie święta odbywają się dwa tygodnie później co pozwala doświadczyć tej gorączki przygotowań świątecznych po raz drugi.

Oczy kleiły się już do snu, ale trzeba było czekać na pociąg, który leniwie wtoczył się na lwowski dworzec po północy. Standardowo zdecydowaliśmy się na wagon płackartę i w taki sposób dotarliśmy do Czerniowców, miasta położonego na południu Ukrainy. Tam mieliśmy wsiąść w kolejny pociąg, tym razem pociąg lokalny, który okazał się jeszcze bardziej oldschoolowy niż poprzedni, ale też super tani. Nie uświadczyliśmy w nim foteli jak w polskim PKP, ale zamiast nich były drewniane ławki, które bardziej kojarzą mi się tymi z parku aniżeli z koleją regionalną. I w takich właśnie warunkach przyszło nam pokonać dystans do Crivy, pierwszej miejscowości w Mołdawii.

Witamy w Mołdawii

Gdy wyszliśmy z wagonu zamiast ruchliwej miejscowości przygranicznej, naszym oczom ukazała się wioska, w której niewiele się działo. Ruch nie można powiedzieć, że był zerowy, ale był znikomy. Starszy pan nas pocieszył mówiąc:

  • Marszrutki jeżdżą co pół godziny

Jak tak no to bomba, bo w najgorszym razie poczekamy 30 minut. Wtedy też potwierdziło się, że:

  • Lepiej mądrze stać, niż głupio biegać.

Widząc grupę, która ruszyła w przeciwnym kierunku niż my założyliśmy, że tam jest Kiszyniów. Po chwili zatrzymali busa, więc przyśpieszyliśmy kroku. Niestety, gdy byliśmy już blisko bus ruszył, a po chwili po przeciwnej stronie drogi minęła nas marszrutka z napisałem Chișinău…

Wydostaliśmy się, w końcu się wydostaliśmy z Crivy, zatrzymał nam się bus całkiem nowy, w którym panowały rytmy mołdawskiego disco. Styl prowadzenia pojazdu mnie zaskoczył, bo kierowca prowadził maszynę jakby wiózł worki ziemniaków a nie ludzi. Wymijał samochód jeden za drugim, łamiąc przy tym przepisy. Wystarczyło mu zostawić odrobinę wolnej przestrzeni by zaczął wymijać, nie ważne czy pod prąd czy poboczem. Miał on zadatki na rajdowca, a my profilaktycznie chyba woleliśmy nie widzieć tego co wyprawia.

Kiszyniów Łuk Triumfalny
Łuk Triumfalny

Pierwszy dzień w Kiszyniowie rozpoczęliśmy od wizyty na targu Piata Centrala, czyli wielkiego bazaru, na którym można w zasadzie kupić wszystkie produkty dnia codziennego. Ciekawostką były dla mnie kiszonki, bo mam wrażenie, iż Mołdawianie potrafią ukisić wszystko: pomidory, kalafiory, brokuły, a nawet… arbuzy.

Największa impreza sylwestrowa Mołdawii

Tytuł napisałem trochę z przekąsem, bo impreza nie umywała się do tych znanych nam w Polsce imprez z Dwójką, Polsatem itd. Nie było masy laserów, tancerzy na scenie, jednak było coś co sprawiło, że czuliśmy się tam fantastycznie. Był klimat, miejscowy folklor, byli ludzie, którzy na co dzień być może nie mają lekko, ale byli mega otwarci i wspólne tańce zapamiętam na długo.

  • Dziesięć … dziewięć … osiem … ale fajnie … pięć … cztery… trzy… dwa… jeden!

Mamy 2018 rok. W niebo ruszyło multum fajerwerków. Pięknie to wyglądało.

Kiszyniów Sylwester - fajerwerki

Później zaczęły się tańce. Wszystko zaczęło się toczyć w tak zawrotnym tempie dla mnie, że ciężko to ogarnąć. Zaczęliśmy tańczyć pod sceną i po chwili dołączali do nas inni ludzie. Chciało by się rzec chwilo trwaj. Po wszystkim wracaliśmy w doskonałych humorach, tańcząc po drodze, upojeni szczęściem. Kiszyniów? Sylwester? Jestem na tak!

Leniwy Kiszyniów

Kolejny dzień bez większego planu zaczęliśmy wędrówkę przez Kiszyniów.

Kiszyniów zalew
Leniwy Kiszyniów o poranku

Przy okazji wędrówki po mieście mogliśmy zaobserwować jak wiele domów jest opuszczonych, bo z opowiadań wynikało, że bardzo dużo osób wyemigrowało stamtąd. Następnie dotarliśmy do monumentu związanego z walkami pomiędzy sowietami a III Rzeszą i Rumunią.

Monument Kiszyniów

Jeszcze warto wspomnieć o miejscowych przedsiębiorca, choćby o Panu, który siedział przy ulicy i za opłatą ważył delikwenta…

Miejscem, gdzie warto się stołować jest La Placinta, jest to co prawda sieciówka, znana zarówno w Mołdawii jak i Rumunii, ale jedzenie jest przepyszne oraz wystrój, który nawiązuje do tamtejszego folkloru.

La Placinta Kiszyniów

Nie potrafię też wyjaśnić, ale bardzo podobają mi się takie betonowe molochy jak poniżej.

Kiszyniów - budynek
Piękne. Prawda?

Wizyta w Kiszyniowie bardzo szybko dobiegła końca. Trzeba było znów wrócić do polskiej rzeczywistości. Potwierdziły się opinie, że miasto nie jest zbyt atrakcyjne turystycznie, ale za to zaskoczył nas klimat jaki tam zastaliśmy. Bardzo miło będę wspomniał tamten czas.