Trekking Czarnohorze – Howerla zdobyta

Czarnohora – najwyższe pasmo górskie Ukrainy, których szlaki są również jednymi z najpopularniejszych. Tam też znajduje się najwyższy szczyt u naszych wschodnich sąsiadów – Howerla.

By dojechać do Czarnohory bez własnego środka lokomocji trzeba się sporo nagimnastykować. W moim przypadku po dotarciu do granicy z Ukrainą musiałem wsiąść w jedną marszrutkę, później w drugą, pociąg do Kołomyi i stamtąd znów w marszrutkę do Kwasów. Po takim bigosie komunikacyjnym mogłem w końcu chwycić za kije trekkingowe i ruszyć w górę. 

Pierwszy Polak na szlaku

Po dotarciu do “bram” parku należało uiścić opłatę za wstęp. Jak się dowiedziałem z ust strażnika: od paru miesięcy nie doświadczył On tam żadnego Polaka. 

Strażnik Parku Narodowego

Początkowo myślałem, że jestem sam na szlaku, bo przez długi czas nie zaznałem obecności drugiej osoby, lecz im “dalej w las” tym osób było więcej. Zauważalną różnicą od wędrowania po polskich szlakach jest ekwipunek. Większość osób przygotowana była na spanie w plenerze. Jest to związane z infrastrukturą w czarnohorskich górach, bo próżno tam szukać schronisk w wysokich partiach gór. Jakieś są, ale w dolinie co przy kilkudniowej wędrówce jest problematyczne, bo okupione by było mozolną, codzienną wspinaczką. Na całe szczęście na Ukrainie nikt nie czyni problemów rozbijającym namioty, jest to przez wszystkich akceptowalne. Z jednej strony targanie całego ekwipunku jest męczące, ale z drugiej pozwala spać w absolutnie wyjątkowych miejscach.

W pierwszym dniu wędrówki planowałem dotrzeć do Howerli, jednak rzeczywistość okazała się inna. Początki z reguły bywają trudne. Przeładowany żywnością plecak, ciało dopiero przyzwyczajające się do marszruty, więc ambitne plany często bywają szybko tłamszone. Tak więc w moim przypadku zamiast Howerli był Petros mierzący 2020m, czwarty z najwyższych szczytów Czarnohory. Widoki niesamowite, a w oddali widniejący najwyższy szczyt Ukrainy. Już stąpając ostrożnie w dół, widząc, iż dzień chyli się ku zachodowi, zacząłem rozglądać się za miejscem na nocleg. Padło na polanę będącą w cieniu Petrosa. Zadowolony z pierwszego dnia zasypiałem przy dźwiękach dzwonków schodzącego z gór stada owiec. 

Nocleg Czarnohora
Kolejny z hoteli milion gwiazd

Howerla najwyższy szczyt Czarnohory i Ukrainy

Jak to bywa często w namiocie chłód poranka wcześnie wyrwał mnie z objęć snu bym po chwili znalazł się znów na szlaku. Rześkość tejże pory jak i meandrujące w mojej głowie myśli o żyjących tu niedźwiedziach sprawiły, że tempo było wyjątkowo dobre. Po kilkudziesięciu minutach dotarłem do budynku strażników parku. Miła pogawędka, jednak utrudniona przez tamtejszy dialekt, utwierdziła mnie w przekonaniu, że Polaków mogę tutaj nie spotkać:

  • Na mojej zmianie jesteś pierwszym człowiekiem z Polski – usłyszałem 
  • Masz ochotę na kawę albo piwo? – po chwili dodano
  • A może macie herbatę? – zapytałem z racji, że piwa nie piję, a za kawą jakoś nie przepadam
  • Skończyła się…

Miło z ich strony, ale grzecznie podziękowałem życząc miłego dnia i ruszyłem ku Howerli. Wpierw jednak musiałem uzupełnić mocno nadszarpnięte zapasy wody, jednak nie było to takie trudne. Mapa nie kłamała i jeszcze przed najwyższą górą znalazłem źródło. 

Podejście na Howerlę nie należy do trudnych technicznie. Jedynym problem stanowi różnica wysokości jaką należy pokonać z ciężkim plecakiem. Polecam zabierać na takie wyjazdy kije, które dużo mi pomogły. Lekka zadyszka to cena jaką okupiłem wejście na, górnolotnie mówiąc, dach Ukrainy, na 2061m. A na szczycie radość mieszała się z zażenowaniem w związku z bazarem jaki tam urządzono. Panowie z zastawionymi stołami medalami, magnesami czy pocztówkami, będącymi pamiątką z Howerli. Sam szczyt nie jest jakiś wyjątkowy, ale na pewno symboliczny. Jest to całkiem spora, w gruncie rzeczy, płaska powierzchnia, na którą można w zasadzie w jeden dzień wejść z pobliskiego Zaroślaka. Symboliczna ze względu na wysokość, za przynależność do Korony Europy. 

Siedząc na szczycie, obserwując otoczenie, próbowałem też ocenić jak daleko jestem w stanie dotrzeć tego dnia. Z jednej strony przede mną widniało jeszcze sporo szczytów, jednak postanowiłem sobie to nieco ułatwić. Miałem w planie swojej wędrówki punkty must to see tj. Jezioro Niesamowite czy Pop Iwan, ale nie musiałem wspinać się na każdy z kolejnych wierzchołków, więc zacząłem trawersować. Pozwoliło mi to zachować więcej siły czym też pokonać więcej kilometrów w szybszym tempie. Na szlaku czerwonym, którym wędrowałem takie obejścia oznaczone były białymi znakami malowanymi na kamieniach. Mój zabieg sprawił, że w szybkim tempie dotarłem do Jeziorka Niesamowitego, które jest mocno oblegane przez wędrowców i stanowi chyba jedno z głównych “kempingów”. Sama nazwa być może na wyrost przyznana, ale pomimo tego warto zatrzymać się tam na moment. 

Biesiada na szczycie góry

Po relaksie nad jeziorem myślałem o jednym by znaleźć dogodne miejsce na namiot, ale im dłużej wędrowałem tym wydawało mi się, że będzie ciężko takowe znaleźć. Coraz bardziej zmęczony i zniechęcony dotarłem na jeden ze szczytów, gdzie moim oczom ukazał się przedziwny i zaskakujący widok. Zobaczyłem tam dwa terenowe samochody, zastawiony stół i biesiadującą w najlepsze grupę mężczyzn. 

  • Napijesz się z Nami? – zapytali
  • W sumie czemu nie – odrzekłem, bo jedynym planem na ten dzień było znaleźć miejsce noclegowe. Slow Travel.

Widok tak abstrakcyjny na ten moment nie był żadnym mirażem, w dodatku już po chwili bratałem się z miejscowymi, jak się okazało, politykami. Mieli oni taką swoją tradycję, iż spotykają się co jakiś czas w górach Czarnohory, w dodatku kolejny dzień był dniem flagi Ukrainy. Samogonka zagryzana sałem może nie była najroztropniejszym pomysłem dla mnie, bo przy zmęczeniu bardzo szybko uderzyła do głowy, więc po kilkudziesięciu minutach musiałem opuścić towarzyszy, którzy jeszcze oferowali mi transport do Rachowa. Ja jednak zgrywając kozaka stwierdziłem, że jutro tam dotrę na piechotę. Nie sądziłem, że będzie to trudniejsze aniżeli sądziłem, ale o tym później.

W dobrym humorze, lecz bez sił parłem naprzód, aż znalazłem optymalne miejsce na namiot, z widokiem na Pop Iwana. Poznałem tam też Janę i Witalija, z którymi gawędziliśmy jeszcze długi czas obserwując zachód.

Kolejny biwak

Wiedziałem, że to będzie mój ostatni dzień w górach, więc zerwałem się szybko na nogi by zaobserwować wschód słońca.

Wschód - Czarnohora, Ukraina
Czarnohora budzi się do życia

Na szczycie Pop Iwana dumnie stoi pamiątka po… Polakach. W okresie międzywojennym przechodziła tamtędy granica polsko-czechosłowacka, a we wcześniejszych latach powstało tam Obserwatorium Astronomiczno-Meteorologiczne, które swym kształtem przypomina zamek w Przemyślu. Obecnie trwają tam prace remontowe mające na celu przywrócić dawną świetność tego miejsca. 

Widok z Pop Iwana - Czarnohora

Autobus widmo

Długie i mozolne zejście doprowadziło mnie do miejscowości Luhy, gdzie według pogranicznika marszrutka do Rachowa powinna być za pół godziny. Ciesząc się ze swojego szczęścia dotarłem przed czasem na przystanek i z niecierpliwością czekałem na transport. Minęło pół godziny, później godzina, dwie godziny, a na horyzoncie żadnego busa. Zaskoczony takim obrotem spraw poszedłem zasięgnąć informacji w sklepie:

  • Dziś już marszrutki do Rachowa nie będzie – zapadł wyrok

Mocno zaskoczony i zły, że zmarnowałam tyle czasu podjąłem decyzję. Idę na piechotę, 21 km to jakieś 3 godziny marszu w dobrym tempie. Po jakichś 12 km zatrzymał się obok mnie samochód:

  • Dokąd idziesz – zapytał kierowca
  • Do Rachowa. Mogę się z Wami zabrać?
  • Wsiadaj

Zapakowałem się na pakę starego terenowego samochodu, który na dziurawej drodze obijał mocno moje ciało. Moi dobrodzieje wracali z lasu, gdzie zbierali borówki. Trzymając się kurczowo stalowych elementów maszyny by nie rozbić na wybojach głowy dotarłem do Rachowa, gdzie zakończyła się moja przygoda z górami Czarnohory.

Jaką wersję gór wolicie? Bardziej dziką czy może „uturystycznioną” z hotelami, kolejkami itd.?

Jeśli tekst się spodobał to poleć go innym. Lajkowanie też nie brudzi rączek ;):